Prześladowany

I ty czy tam ten sam film który znam
Ta sama Fatamorgana
niczym w ramionach szatana 
którego nienawiść skłania do czynienia złego
czym zawinił nie dowie się nikt tego.
Uzmysłowić prześladowcy
ten zmysł jest mu obcy.
Jak w narkozie zamknięty jak w obozie.
Uchodźtwo?! Nie to proroctwo które dopełni 
człowieka że błąd popełnił.
Przez ramie, przez palcę czas upływa 
Widać jak doświadczenie zdobywa.
W oczach nie pewność w Ustach suchoty
to strach który w pędza tylko w kłopoty.
Bez obawy strach ludzi napędza jak nędza.
Przyjdzie ten dzień który szczęście przyniesie.
Poczujesz to w sercu jak wiele uniesień.
Zrzucisz kajdany.
Wyjdziesz z kladki. 
Życie zasadza na nas pułapki.

Pragnę, czuję, widzę

Tak jak zawszę czegoś pragnę ,
to piszę dramat jak Wagner.
Może to usprawnie gdy świat fikcji upadnie.
Czuje, nie widzę jak bywa
Pozytywnie
Staram się żyć by rąk nie umywać.
Gdy się stanie cisza 
Wtedy uciękną te myśli o których nikt nie słyszał.
Pragne cos co jeszcze osiągne.
Czuje to co może jeszcze oprzytomnieć.
Tyle w życiu potknięć...
Widzę to co myśli nabywają. 
Czuje to co emocje zdobywają.
Pragnę to co ręce osiągają.
Pragne czułości do tego czuje w całości.
Widzę nie znośnie gdyż wewnętrzne piękno
Jest bardzo dużą męką.
Pragne chodź nie wiem czego
Czuje siebie tobą całego.
Widze obrazy
Czy to iluzja czy wyobraźnia wspina się jak grotołazy?
Pragnę coś co mnie nie zatrzyma
Czuje coś co może przetrzymać 
Widzę już realia
Gdyż to jest ważne w obecnych anomaliach.

Nowa rzeka czasu

Nowa rzeka czasu która trwa od razu
bez porywu i urazów ...
Rwący strumień wielu nonsensów i nie porozumień,
od dawien dawna nurt już płynąć umie,
rwać bez końca jak i potok jest we wzorcach.
Czekać trzeba jak rwie jak deszcz z nieba.
Mimo woli tak nie przystoi!
Ciągle w pogoni a płynąć musi.
Czy to wzruszy i poruszy ??
Była chwila taka miła lecz zawiła,
co silnego ducha mi wpoiła.
Silnie wieje wiatr już w żaglach,
ciągle płynę nuż już z gardła.
Może tak trzeba by z uniesioną głową
iść do nieba...

Sakura

W świecie sennych marzeń bez polotu bez wrażeń
Ulotne piękno w środku mnie coś pękło
Odciśnięte piętno jednak nieustanie
Powietrzem oddycham gdy mi serce blanie
Sakura, spadnij z nieba jak piorun Azura
Gdy tylko pomyśle Ulotne jej piękno pryśnie
Ciągle wierci mi dziure w umyśle
Raz było raz nie ma
Ulotne piękno gdzieś się podziewa
Nie w czas Nie teraz tylko już na zawsze
Ulotne piękno mnie onieśmiela
Bywa że szybko znika jak ofiara drapieżnika
Wolno się rodzi długo powstaje
Świat marzeń sennych tylko zostaje.

Natura

chciałbym poczuć smak wolności
bez skłonności do samotności
Obraz piękna czułość letnia
Zieleń w górze mikną burze
Szumią wiatry w sposób niezbyt łatwy
ostoja spokoju bez złego nastroju
Śpiew radosny dzwięków miłosnych
Rozpacz z rana gdy natura jest oczarowana
Jednorazowo czuć ten zapach
to wolność daje słowo

Osad nad miastem

Gdy to pisze to nie zasne
nad strapionym miastem
przysłąnia mi lśniącą gwaizdą
to właśnie osad nad miastem
lekko opada
uniesiony wysoko tak się skłąda
zawieszony w chmurach
czuć go wysoko jakby był w górach
na szczycie gdy zniknie niesamowicie
Niespotykane, ciągle wysoko jego ścieżki obrane
Nad samym ranem, oddychasz głęboko
w piersiach rozwiane, powietrze rozgrzane
Idąc ulicą zakrywa twoje lico
Gdy go odrzucisz gdy osad usuniesz
Staniesz się człowiekiem co niebo rozumie.

Kontemplacja

Czym jest spokój bez harmoni
Czym jest chaos bez ironi
Aniżeli twój duch osłabnie
patrz przed siebie nie siedź w bagnie
Czym jest wiara bez nadzieji
Czym jest szczęscie bez poświęceń
Aniżeli twój duch stanie się silny
czy staniesz się prawilny
Czym jest miłość bez kochania
Czym jest radość bez poznania
Aniżeli zamkną twoją wizję
będą patrzeć jak na artystę
To czy świat stanie po twojej stronie
Zależy od zmysłów wystawionych na ironię
Za duma
Ogarneła mnie zaduma
Tak jak pustynie kurzu tuman
Tak jak drzewa liść się zieleni
Tak jak noc w dzień się zmieni
Tak jak nieskończoność w koniec się odmieni
Dusza upojona
Codzienność życia zaczęta od nowa
Godzina duchów
Duch mojej Babci w spokoju
Rozgarnięty jak w pokoju niepokuj
Światło dostrzeżone w mroku
To tylko jedno daje mi spokój
Wpatrzony w pryzmat dalekiego widoku
Przyciągnięty zapachem jak w amoku
Tylko cisza
S[pokój nie ubliża nie poniża
Daje pewnośc która się zbliża
Zagadka
To nie mnie wychowała matka
Pływającach w dziurawych statkach
Po oceanie utopiona jak przystawka
Spadek
Jak w obrazek wpatrzony mój dzadek
Wiele nauczył, wiele wycierpiał
Odszedł, gdyż to była dla niego męka
Autorytet
Ojciec co zostawił z braku miłości dobytek
Nie pokuj i brakujący możności przybytek
Przykłąd
Brat któremu dawałem wykład
Nie słuchał. Nawet nie wiedział co to skrucha
opoka
Człowiek którego nie było widać z wysoka
Wolności potrzebuje, ten który za kratami się dobrze czuje
Kompromituje i nikogo nie słuch
Po mnie tylko zostanie zawierucha.
Design a site like this with WordPress.com
Get started